Idiota - streszczenie
CZĘŚĆ PIERWSZA
I
Rosja. Zima. Kilku pasażerów pociągu Kolei Petersbursko-Warszawskiej rozpoczyna zwykłą rozmowę dla zabicia czasu. Jeden z pasażerów, ubrany na styl zagraniczny okazuje się dwudziestokilkuletnim księciem Myszkinem, który wraca po ponad czteroletniej nieobecności do Rosji. Przebywał on na leczeniu w Szwajcarii. Jego opiekun zmarł dwa lata temu i od tego czasu lekarz leczył go za darmo, a dodatkowo utrzymywał, gdyż książę właściwie nie miał żadnej rodziny. Napisał wprawdzie do generałowej Jepanczyn, lecz nie dostał odpowiedzi. Właściwie wcale się temu nie dziwił, gdyż sam nie wiedział w jaki sposób jest właściwie z nią spokrewniony.
Pasażerowie są zdziwieni nazwiskiem księcia, gdyż byli przekonani, iż ród ten już nie istnieje. Książę tłumaczy, iż w jego rodzinie byli także włościanie, a jego ojciec był podporucznikiem z armii, z junkrów. Książę jest ostatnim z Myszkinów.
Drugi z pasażerów wraca natomiast w tajemnicy do domu od swojej ciotki z Pskowa, do której pięć tygodni temu uciekał w obawie przed ojcem, którego pieniądze przeznaczone na bieżące wydatki, wydał na drogie kolczyki (zaciągając jeszcze kredyt na 400 rubli, udzielony mu ze względu na nazwisko) dla kobiety, której czarowi uległ.
Ojciec bardzo rozgniewał się tym czynem i przez cały dzień pouczał syna, a następnie udał się do owej kobiety – Nastazji Filipowej – aby kolczyki odzyskać.
Chłopak, w obawie przed gniewem swojego ojca, uciekł do Pskowa. Jednak po drodze całą noc pił, zasnął na dworze i pogryzły go psy. Dostał wysokiej gorączki. Kiedy przyszedł telegram o nagłej śmierci ojca, leżał w wysokiej gorączce i o niczym nie wiedział, zaś jego ciotka bardzo przestraszyła się telegramu (była kobietą przesądną) i go nie otwarła. O śmierci ojca Parfion Rogożyn dowiedział się dopiero z listu Koniewa Wasylija Wasylewicza. Kiedy tylko dowiedział się o śmierci ojca natychmiast ruszył w drogę, mimo iż jeszcze do końca nie wyzdrowiał.
Ojciec jego był bardzo bogatym człowiekiem i Parfion był pewien, iż jego brat chce wszystko przejąć, a matka robi wszystko, co każe jej brat.
Mimo, iż wracał w do domu w tajemnicy, to jednak na dworcu czekało na niego kilkoro ludzi. Parfion, żegnając się z księciem Myszkinem zaprosił go do siebie, mówiąc, iż dziś jeszcze otrzyma spadek, więc pieniędzy nie będzie mu brakować ( ojciec zostawił dwa i pół miliona rubli spadku), więc kupi księciu nowe ubranie. Książę przyjmuje zaproszenie i mówi, iż jeśli czas mu pozwoli, to odwiedzi go jeszcze dzisiejszego wieczoru.
Parfion zwraca się do drugiego z pasażerów, którym był urzędnik, żeby udał się z nim do jego domu. Urzędnik jest zachwycony tym zaproszeniem, mimo iż wie, że młody Rogożyn go nie polubił.
II
Książę Myszkin udaje się do domu generała Jepanczyna. Jepanczynowie mieszkają we własnej kamienicy. Większość domu jednak wynajmują. Prócz kamienicy posiadają jeszcze duży dom przy ulicy Sadowej, a także majątek pod Petersbugiem oraz niewielką fabryczkę. Dochody rodziny są więc całkiem spore.
Generał Jepanczyn jest wprawdzie człowiekiem niezbyt wykształconym i pochodzi ze zwykłej żołnierskiej rodziny, jednak dzięki swoim rozlicznym talentom stał się człowiekiem majętnym i zyskał powszechne poważanie. Generał ma szczęście w życiu i powodzi mu się na każdym polu, także w kartach, do których ma słabość.
Żona generała nie jest zbyt piękna i zbyt wykształcona, lecz dzięki jej niewielkiemu majątkowi, który Jepanczyn zręcznie pomnożył, stał się bogaty, ponadto żona jego pochodzi ze starej, szlacheckiej rodziny, co przynosi niemały prestiż.
Jepanczyn posiada też trzy córki. Wszystkie są piękne, wykształcone, mają rozliczne talenty, ale są też skromne i choć wszystkie są już dorosłe, to żadnej nie spieszy się do małżeństwa.
Myszkin dociera do kamienicy i długo musi tłumaczyć się lokajowi, kim jest, zanim wreszcie zostaje wpuszczony do środka. Lokaj prowadzi go do kolejnego lokaja, którego zadaniem jest wprowadzenie go do generała, jednak lokaj nie chce tego zrobić bez wcześniejszego porozumienia się z sekretarzem, gdyż książę budzi w nim podejrzenia.
Czekając na sekretarza, książę ucina sobie z lokajem dłuższą rozmowę. Rozmawiają między innymi o obcych krajach. Książę opowiada o Francji, w której widział egzekucję. Pewien zabójca został ścięty gilotyną. Zdaniem Myszkina, to niemoralne, gdyż wszyscy wprawdzie mówią o tym, iż gilotyna minimalizuje ból i skraca męki skazańca, jednak książę uważa, że męki fizyczne, które cierpi ktoś torturowany są niczym, w porównaniu z mękami psychicznymi, jakie cierpi ktoś skazany na śmierć, gdy wie, kiedy umrze i nie ma żadnej nadziei na odmianę losu. Książę mówi, iż nawet ofiara zabójcy miała nadzieję, że uda jej się uciec lub że przeżyje atak, natomiast jej oprawca takiej nadziei nie mógł mieć, gdyż został skazany prawomocnym wyrokiem i poznał wcześniej datę i godzinę swojego zgonu.
Gdy przychodzi sekretarz, Myszkin jeszcze raz powtarza kim jest i po co przyszedł. Sekretarz pyta, czy jest tym księciem, który w zeszłym roku przysłał żonie generała list ze Szwajcarii. Kiedy Myszkin potwierdza, sekretarz odpowiada, że wszyscy w tym domu go znają i pamiętają i zaraz go zaanonsuje. Po chwili książę zostaje poproszony do gabinetu generała.
III
Książę rozmawia z generałem, który jest przekonany, że ten przyszedł, bo czegoś od niego chce. Książę przekonuje go, iż jedynym jego zamierzeniem, był fakt, iż chciał poznać rodzinę. Generał wyprasza go. Książę wychodząc zachowuje taką serdeczność i pogodę ducha, iż generał w jednej chwili zmienia nastawienie do niego.
Generał pyta księcia o jego wykształcenie, rodzinę, zamiary względem przyszłości. Książę w bardzo prostolinijny sposób odpowiada na wszystkie pytania generała. Mówi, iż został sierotą będąc jeszcze małym dzieckiem, z nieznanych mu powodów, jego wychowaniem zajął się Pawliszczew (być może ze względu na przyjaźń z ojcem Myszkina). Książę większość czasu spędził na wsi, gdyż jego choroba wymagała przebywania na świeżym powietrzu (książę cierpi na przypadłość podobną do padaczki lub pląsawicy, pomieszaną z problemami psychicznymi). Będąc na wsi miał guwernantkę a później guwernanta, jednak niewiele się na uczył, choć wszystko pamiętał, bo jak sam siebie określił, jest bliski idiotyzmu, więc wielu rzeczy po prostu nie mógł zrozumieć. Jego opiekun wysłał go więc do Szwajcarii, gdzie pewien profesor leczy własną metodą podobne przypadki. Podstawą tej metody są ćwiczenia gimnastyczne i zimna woda. Mimo,że profesorowi nie udało się wyleczyć Myszkina, jednak znacznie mu pomógł w jego chorobie, ponadto będąc w Szwajcarii miał możliwość pobierania regularnie nauki. W czasie jego pobytu za granicą zmarł jego opiekun, a mimo to profesor zgodził się go leczyć za darmo a nawet utrzymywać.
Po dwóch latach z pewnych powodów odesłał jednak Myszkina do Rosji. Ten przybył do kraju nie mając żadnych krewnych ani pieniędzy. Był jednak dobrej myśli i chciał poszukać sobie jakiegoś zajęcia, które umożliwiłoby mu się utrzymać. Książę powiedział też otwarcie, iż nie ma żadnych zdolności, a wręcz przeciwnie niewiele umie. Jedyne co naprawdę dobrze mu wychodzi, to kaligrafia.
Generał kazał mu więc pokazać próbkę swoich umiejętności. A w czasie gdy ten pisał, zajął się rozmową ze swoim sekretarzem Ganią. Rozmawiali oni o Nastazji Filipownie. Gania był z nią w pewnych stosunkach i ostatnio Nastazja podarowała mu nawet portret. Generał informuje Ganię, iż wie od Nastazji, że w tych dniach chce ona podjąć względem Gani ostateczną decyzję. Gania jest tym faktem zaskoczony i nie jest pewny tego, jakiej decyzji oczekuje. Gdy jednak generał dość ostro nakazuje mu się określić, co do swojego zdania, ulega mówiąc, iż nie zamierza się wycofywać.
Rozmowie przysłuchuje się książę, który mówi, iż zna Nastazję (w tym miejscu streszcza rozmowę z pociągu). Mężczyźni nie są zadowoleni z powrotu młodego Rogożyna, który może pokrzyżować ich plany.
Książę przypatrując się zdjęciu Nastazji, stwierdza, iż ta jest bardzo piękna, ale nie wie czy jest dobra, natomiast jej rysy wskazują, iż wiele wycierpiała. Mówi też, że sam nie mógłby się z nią, ani z nikim innym ożenić, ze względu na swoją chorobę, ale z pewnością młody Rogożyn ożeniłby się z nią bardzo szybko, ale po tygodniu pewnie by ją zabił. Gania jest tym zszokowany.
Generał proponuje księciu, by zatrzymał się u rodziny swojego sekretarza, którego rodzice wynajmują dwa pokoje. Obecnie zajęty jest tylko jeden z nich przez niejakiego Ferdyszczenkę, który podaje się za krewnego Filipowny, jednak to pokrewieństwo jest bardzo wątpliwe. Książę jest zadowolony z takiego obrotu sprawy. Jednocześnie generał jest pod wrażeniem kaligrafii księcia i obiecuje mu wyszukanie odpowiedniej posady.
Ponieważ generał jest człowiekiem bardzo zajętym, mówi księciu, iż możliwe jest, że dziś się nie spotkają i w ogóle ich kontakty nie będą zbyt częste. Książę doskonale to rozumie i obiecuje, iż nie będzie się swoją obecnością narzucał, jednocześnie stara się dokończyć myśl, którą rozpoczął na początku spotkania, jednak generał przerywał mu nieustannymi pytaniami, na które książę skwapliwie odpowiadał. Jednak i tym razem nie udaje się dokończyć myśli księciu i nie otrzymuje on rady w sprawie pewnego listu, który otrzymał, gdyż generał kończy wizytę, mówiąc iż jeśli jego małżonka zechce to może z nią porozmawiać, jeśli zaś nie będzie miała na to czasu, ma nie mieć jej tego za złe. Wizyta dobiega końca, gdy do pokoju wchodzi lokaj z wiadomością, iż żona generała, Lizawieta Prokofiewna, oczekuje księcia
IV
W domu generała panowały utarte zwyczaje. Wszystkie jego córki lubiły dobrze zjeść a także codziennie piły kawę w łóżku około godziny dziesiątej. Później o wpół do pierwszej jadły razem z matką śniadanie, które właściwie było tak obfite, jak obiad. Na śniadania czasami zaglądał ojciec, jeśli tylko pozwalały mu na to obowiązki. Jeśli generał zapowiedział swój udział w śniadaniu, to był zawsze punktualnie. Jednak tego dnia nie miał na to rodzinne śniadanie najmniejszej ochoty, gdyż bał się swojej żony, która miała powody, by być zła na generała. Generał zastanawiał się, jak uniknąć scysji i tu z „pomocą” zjawił się książę.
Powodem podejrzliwości i złego humoru generałowej były kolczyki, które generał kupił Filipownie na jej zbliżające się urodziny. Jepanczyn od jakiegoś czasu darzył afektem pannę Nastazję i miał nadzieję na coś więcej. Zawarł w tym celu cichy układ ze swoim sekretarzem Gawriłą Ardalionowiczem, który starał się o rękę panny Nastazji Baraszkow, jednak powodem nie była prawdziwa miłość, lecz uczucie pomieszane z nienawiścią do niej. Jednak opiekun Nastii, Tocki, w ramach zadośćuczynienia za zniewagę, jakiej dopuścił się wobec panny Baraszkow, obiecał jej w posagu siedemdziesiąt pięć tysięcy rubli.
Panna Nastazja Filipowna została bowiem sierotą w wieku siedmiu lat. Majątek jej ojca spłonął a w pożarze zginęła także jej matka. Ona zaś uratowała się wraz ze swoją młodszą o rok siostrą. Ojciec jej po tej tragedii popadł w obłęd i zmarł po miesiącu, a Nastazja wraz z siostrą zostały oddane na wychowanie do Tockiego, gdzie dorastać miały razem z jego licznym potomstwem. Siostra Filipowny wkrótce zmarła na koklusz, a Tocki, który przebywał za granicą, szybko zapomniał o istnieniu Nastii. Gdy wrócił do kraju, zastał dwunastoletnią dziewczynkę o niepospolitej urodzie i zdolnościach. Postanowił on zająć się wychowaniem Nastazji i zatrudnił jej szwajcarską guwernantkę. Po czterech latach postanowił umieścić ją w majątku na wsi, gdzie dorastała w otoczeniu służących i nauczycielek a i Tocki spędzał w majątku po kilka miesięcy. Uwiódł on Nastazję, jednak była ona dla niego jedynie przelotną miłostką.
Kiedy więc do Nastazji doszła wiadomość, iż jej opiekun i kochanek zamierza powtórnie się ożenić, nie zważając na nic, pojechała do Petersburga, aby mu w tym przeszkodzić. Powodem, nie była miłość do Tockiego, lecz największe obrzydzenie i nienawiść, jaką czuła do niego. Była tak zdeterminowana, iż Tocki bał się, że może ona zaszkodzić jego wizerunkowi, więc z ożenku zrezygnował. Kupił pannie Baraszkow mieszkanie w Petersburgu i otaczał ją luksusem. Ona jednak nie zważała na te wszystkie apanaże. Miała niewielkie grono przyjaciół, a pieniądze nie były w stanie jej kupić.
Po pięciu latach Tocki zwrócił się o pomoc do generała Jepanczyna. Chciałby on pojąć za żonę jedną z córek generała, jednak obawiał się, że Filipowna powtórnie przeszkodzi mu w ożenku. Zatem należało najpierw wydać ją za mąż.
Tocki wiedział, że najmłodsza córka, będąc najpiękniejszą z sióstr, jest poza jego zasięgiem, ale pozostają dwie starsze siostry, z których każda zgodziłaby się zostać jego żoną.
Generał miał więc osobisty powód, by pomóc Tockiemu ożenić Nastazję. Próbowali więc zjednać jej względy dla sekretarza Jepanczyna, Ganii.
Nastazja Filipowna zgodziła się na układ, że przyjmie w ramach zadośćuczynienia, jakie uczynił jej we wczesnej młodości Afanasij Iwanowicz Tocki i obiecała zastanowić się nad kandydaturą sekretarza. Dała jednak sobie oraz sekretarzowi prawo odmowy do samego końca. Naciskana przez Tockiego i Jepanczyna obiecała, iż ogłosi swoją decyzję w urodziny, które miała mieć niebawem.
V
Generał wprowadził księcia Myszkina do saloniku, gdzie do śniadania przygotowywały się córki i żona Jepanczyna. Zanim książę został poproszony do pokoju generał powiedział swojej żonie o przybyciu jej dalekiego krewnego, który jest chory na dziwną chorobę, sam siebie nazywa idiotą, a ponadto nie ma grosza przy duszy i on Jepanczew, dal mu kilka rubli na przeżycie oraz zamierza załatwić mu posadę w urzędzie. Iwan Fiodorowicz nadmienił też, iż książę potrafi pięknie kaligrafować. Generał przedstawił Myszkina w takim świetle, wiedząc iż małżonka jego bardzo dba o opinię i ubogi krewny przyjmujący ponadto jałmużnę z rąk jej męża skutecznie odwróci jej uwagę od tematu kolczyków, które generał nabył dla Filipowny.
Generałowa nie chce się zgodzić na wizytę krewnego, lecz w końcu ulega namowom swoich trzech córek, które bardzo chcą poznać Lwa Nikołajewicza.
Myszkin ,w rozmowie, szybko zjednuje sobie jednak przychylność generałowej.
Właściwie cała rozmowa spoczywa na barkach księcia, gdyż Lizawieta Prokofiewna i jej córki, właściwie ograniczają się jedynie do zadawania pytań, na które książę obficie i dokładnie odpowiada .
Książę opowiada o swojej chorobie i o życiu w Szwajcarii. Wyjechał z Rosji na leczenie, gdy jego ataki nasiliły się. Wprawdzie mózg mu pracował, jednakże nie był on w stanie złożyć ze sobą więcej niż dwóch, trzech myśli. Gdy dotarł do Szwajcarii prawie bez zmysłów, jego uwagę przykuł osioł, który bardzo mu się spodobał i wywarł na nim tak duże wrażenie, iż wróciła mu częściowo świadomość. Od tego też czasu bardzo lubi osły i uważa, że są bardzo pożyteczne i dobre.
W tym miejscu generałowa robi dygresję na temat swoje dobroci. Twierdzi, że zawsze jest dobra, a najlepsza wtedy, gdy się złości. Generałowa jest bowiem trochę zdziwaczała. Zazwyczaj ulega swoim córką, gdyż nie ma u nich należytego szacunku, a ponadto trudno się sprzeciwiać jednomyślnym zawsze córkom. Jednak ciężki charakter Lizawiety bierze czasem górę nad rozumem i generałowa wszystkie swoje żale i pretensje wylewa na swojego męża. Po takim wybuchu zwykle wraca do dobrego humoru, a życie rodzinne toczy się dalej w spokoju.
W dalszym toku rozmowy książę opowiada o przyrodzie szwajcarskiej, która wywarła na nim ogromne wrażenie (w szczególności wodospad, który był w górach nieopodal wsi, w której mieszkał Myszkin). Mówi, że był bardzo szczęśliwy w miejscu, w którym mieszkał, ale czasem przyroda budziła w nim niepokój i tęsknił za zgiełkiem i gwarem, jaki niesie za sobą każde duże miasto np. Neapol. Tęsknotę za miastem budził w księciu ów wodospad, nieopodal którego zwykł się przechadzać, mieszkając na szwajcarskiej, cichej wsi. Jednak zawsze po takich przemyśleniach , przychodziła myśl „że i w więzieniu można znaleźć ogromne życie”.
Tę kwestię księcia, panny Jepanczyn, poczytują jako filozofię życiową Myszkina.
Książę kontynuując myśl o więzieniu, wspomina dwóch swoich znajomych z czasów pobytu w szpitalu. Jeden z nich przesiedział dwanaście lat w więzieniu. Jego życie było ciężkie i smutne, tak że próbował nawet kiedyś popełnić samobójstwo, jednak nie można powiedzieć, iż życie w więzieniu należało do tanich. Drugi zaś został skazany na śmierć i wiedział dokładnie kiedy umrze. Gdy zostało mu do końca życia dosłownie kilka minut, ten rozplanował je dokładnie : dwie minuty na pożegnanie się z kolegami, następne dwie, by pomyśleć o sobie i rozejrzeć się po raz ostatni dookoła. Wydawało mu się, iż te kilka ostatnich minut, to ogromny kapitał i począł nawet robić plany na przyszłość. W natłoku myśli, przyszło mu do głowy, iż gdyby mógł odwrócić los, wtedy nie zmarnowałby już ani jednej chwili życia, „zamieniłby każdą chwilę w wiek, niczego by nie stracił, liczyłby dokładnie każdą chwilę”. I stało się tak, iż w ostatnim momencie przyszła zmiana rozkazu i cofnięto mu karę śmierci i zamieniono na inną. Mimo, iż człowiek ten w chwili śmierci poprzysiągł sobie, że gdyby miał szansę , to nie zmarnowałby ani jednej chwili, to po tym jak taką szansę otrzymał, zmarnował wiele chwil swojego życia. Według księcia bowiem, nie wolno żyć „licząc każdą minutę”, jednak książę chciałby wierzyć, że jest to możliwe.
W tym miejscu książę przeprosił generałową i jej córki za pouczanie ich, jednak one nie były obrażone , twierdząc iż książę robi to z kwietyzmem, nie wywyższając się.
Następnie rozmowa schodzi na temat kary śmierci. Książę, mimo iż niechętny tej opowieści, ulega namowom sióstr Jepanczyn i opowiada o egzekucji, jaką widział w Lionie. Podsuwa też temat do obrazu średniej pannie Jepanczyn. Książę uważa, iż obraz ukazujący skazańca w ostatniej sekundzie życia, byłby obrazem bardzo pożytecznym. Twarz skazańca powinna ukazywać przestępcę, który: ma twarz białą jak papier, jego posiniałe wargi całują krzyż podawany mu przez księdza, a wzrok patrzy i wie wszystko.
Aleksandra prosi księcia, by opowiedział o tym, jak był zakochany, jednak książę z powagą odpowiada, iż nigdy nie był zakochany, a jego szczęście polegało na czymś innym i kiedyś im o tym opowie.
Książę mówi też w zagadkowy sposób, iż zna twarze panien Jepanczyn, co bardzo zainteresowało wszystkie trzy siostry.
VI
Książę opowiada generałowej i jej córkom o swoim szczęściu, które spotkało go podczas pobytu w Szwajcarii.
Miał on tam okazję zaprzyjaźnić się z całą gromadką wiejskich dzieci, z którymi bardzo się zżył. Przyjaźń nie pojawiła się od razu, była też powodem problemów księcia z wiejskim nauczycielem, pastorem, a nawet swoim lekarzem, jednak dawała mu ona wiele satysfakcji i wnosiła radość i sens w jego życie.
Początkowo dzieci śmiały się z niego. Te śmiechy i drwiny nasiliły się jeszcze po tym, jak kilkoro z nich widziało, jak całował Marie. Nie pocałował jej z miłości lecz dlatego ,że było mu jej żal.
Marie mieszkała ze swoją schorowaną matką, która handlowała nićmi, sznurówkami, tytoniem i mydłem. Utarg ledwo wystarczał im na przeżycie. Marie chorowała na gruźlicę, jednak mimo to najmowała się do ciężkich robót. Pewnego dnia zniknęła z pewnym komiwojażerem, który jednak porzucił ją już po tygodniu. Marie wróciła do domu pieszo, żebrząc po drodze. Matka była dla niej bardzo sroga, twierdziła, iż ta ją pohańbiła. Reszta wsi także drwiła i lżyła biedną Marie. Marka nie dawała jej prawie jeść i kazała spać w sieni. Kiedy zaniemogła, Marie opiekowała się nią bez słowa, mimo, iż ta aż do śmierci nie przebaczyła córce. W ostatnich tygodniach życia, do matki Marie zaczęły przychodzić starsze mieszkanki wsi, a Marie już w ogóle nie dostawała jedzenia. Zaczęła chodzić po wsi szukając pracy, lecz wszyscy ją przepędzali. W końcu mimo sprzeciwu pastucha pomagała mu wypasać stado. Po jakimś czasie pastuch zorientował się, iż pomoc Marie przynosi mu wiele pożytku i przestał ją przepędzać. Dawał jej resztki ze swojego stołu, co uważał za bardzo duże miłosierdzie. Marie przyjmowała te resztki z dużą wdzięcznością.
Myszkinowi było mu jej bardzo żal, więc sprzedał swoją brylantową szpilkę i dał jej 8 franków. Kiedy dawał Marie te pieniądze, powiedział jej, żeby ich dobrze pilnowała, bo nie będzie miał więcej pieniędzy. Podczas tej rozmowy pocałował ją i to właśnie widziały dzieci. Stało się to powodem ich drwin. Śmiały się także z Marie i obrzucały ją błotem. Wówczas Myszkin zaczął tłumaczyć im, jaka naprawdę jest Marie. Po jakimś czasie dzieci polubiły go, a później polubiły także Marie. Początkowo przestały się z niej naśmiewać a z czasem zaprzyjaźniły się z nią.
Kiedy umarła matka Marie, pastor wydrwił ją w kazaniu i obarczył winą za śmierć matki, co było nieprawdą, gdyż jej matka chorowała już od dawna.
Marie była coraz bardziej chora i w końcu nie miała już sił wypasać stada, jednak wychodziła na wzgórze i tam siedziała z półprzymkniętymi oczyma. Dzieci odwiedzały ją, niektóre w sekrecie. Przekazywały jej pozdrowienia od Myszkina.
Myszkin był z dziećmi zawsze bardzo szczery. Opowiadał im o wszystkim, także o swoich uczuciach. Był bowiem zdania, iż dzieci nigdy nie są zbyt małe, by im o czymś nie mówić. Ponadto uważał, że to nie on i nauczyciel są w stanie je czegoś nauczyć, ale to dzieci mogą ich nauczyć czegoś.
Jedyną sprawą, w jakiej Myszkin nie był szczery z dziećmi to, fakt, iż nie był zakochany w Marie, a tak myślały dzieci, ale ponieważ sprawiało to dużo radości zarówno dzieciom, jak i Marie, to nie wyprowadzał ich z błędu.
Kiedy Marie była już bardzo chora, tak że nie opuszczała łóżka, dzieci codziennie do niej zaglądały, mimo sprzeciwu starszych mieszkanek wsi, które doglądały jej w ostatnich dniach jej życia.
Marie umarła bardzo szybko. Pastor, w kazaniu na jej pogrzebie, już nie mówił o jej winach. Na pogrzebie było tylko kilkoro ludzi, którzy głównie przybyli z ciekawości. Były natomiast wszystkie dzieci, które tłumie rzuciły się do niesienia trumny Marie. Dzieci opiekowały się jej mogiłą.
Po pogrzebie pastor i wiejski nauczyciel jawnie zaprezentowali swoją niechęć do Myszkina i jego „metod nauczania”. Także profesor Schneider był przeciwny temu, że Myszkin rozmawia z dziećmi w tak otwarty sposób, twierdząc iż w ten sposób je psuje.
Myszkin spotykał się jednak z dziećmi w ukryciu. Wykształcili też system znaków, za pomocą których porozumiewali się z daleka.
W końcu konflikt został zażegnany, a Myszkin pogodził się zarówno z pastorem jak i nauczycielem, Julesem Thibauldem.
Profesor Schneider zaś orzekł, iż Myszkin cierpi na taką przypadłość, że nawet gdyby dożył sędziwej starości, to wewnątrz pozostaje dzieckiem.
Myszkin nie zgadzał się z tym osądem, twierdząc, iż kiedy był bez zmysłów mogło to być częściowo prawdą, lecz teraz jest on pełnowartościowym człowiekiem. Mówi:
„Rzeczywiście kiedyś byłem chory, przypominałem idiotę. Ale czy mogę nim być teraz, kiedy jestem świadomy, że wokół uważa się mnie za idiotę?”
Myszkin twierdzi, iż nie jest dzieckiem, a lubi jedynie z dziećmi przebywać, gdyż wśród nich dobrze się czuje. Natomiast wśród dorosłych czuje się skrępowany, nie wie jak z nimi rozmawiać, ponadto często bywa nieakceptowany.
Książę opowiedział także o okolicznościach, w których musiał opuścić Szwajcarię. Pojawiła się powiem pewna sprawa, która spowodowała, iż musiał on udać się do Rosji, pozostawiając w Szwajcarii całe swoje szczęście. Bardzo trudno było mu się rozstać z dziećmi, jednak musiał to uczynić, choć nie wie jak potoczą się teraz jego losy i jak ułożą się sprawy, które musi załatwić. Nie wie też jak zostanie przyjęty przez ludzi.
Na koniec Myszkin mówi, co wyczytał w twarzach sióstr i generałowej.
Generałową uważa za dziecko ze wszystkimi dobrymi i złymi cechami. Starsza z sióstr, Aleksandra ma dobrą twarz, lecz skrywa jakiś smutek. Średnia zaś jest bardzo ładna i z natury dobra, ale potrafi szybko poznać ludzkie serce.
VII
Generałowa śmieje się z córek, które na polecenie ojca, miały przeegzaminować księcia, tymczasem to on wyświadczył im zaszczyt swoją obecnością. Agłaja zauważa, iż książę jest tu z zupełnie innych powodów, których jednak nie wyjaśnia wprost, lecz generałowa zmienia temat, pytając Myszkina, z jakich to powodów nie powiedział nic na temat twarzy jej najmłodszej córki. Książę twierdzi, iż Agłaja jest zbyt piękna, by mógł cokolwiek o niej w tej chwili powiedzieć. Potrzebuje na to czasu, gdyż prawdziwe piękno jest zawsze zagadką.
Nadmienia również, iż Agłaja jest tak samo piękna jak Nastazja Filipowna, chociaż mają zupełnie odmienne twarze.
Panie Jepanczyn są zainteresowane, gdzie też książę widział panne Baraszkow. Książę opowiada o portrecie, który rano pokazywał panu generałowi Gania w gabinecie. Generałowa rada by obejrzeć zdjęcie i prosi Myszkina, by udał się do gabinetu i poprosił sekretarza o ów portet.
Myszkin wypełnia polecenie generałowej i idzie po portret. Sekretarz jest zdziwiony, że generałowa chce go obejrzeć. Pyta też Myszkina, co powiedział generałowej na temat porannej rozmowy, której był świadkiem. Książę mówi, że tylko tyle, że widział portret Nastazji Filipowny i, że jest ona bardzo piękna. Sekretarz jest bardzo niezadowolony z takiego obrotu spraw i wyzywa go od idiotów, jednak w końcu daje Myszkinowi zdjęcie. Ponadto prosi go, by przekazał liścik Agłai, tak by nikt tego nie widział. Tłumaczy, że nie może oddać go sam, gdyż z pewnych powodów, woli nie widywać generałowej, jeśli tylko ona sama go nie wzywa. Książę godzi się przekazać karteczkę, choć nie jest przekonany co do stosowności tegoż czynu.
Gdy tylko Myszkin wychodzi z gabinetu, napotyka się na Agłaję, ma więc sposobność, by przekazać jej liścik od sekretarza. Dziewczyna zabiera karteczkę i oddala się. Książę zaś w salonie pokazuje portret Nastii. Generałowa i jej córki chwalą urodę Filipowny, a książę dodaje, iż w jej twarzy jest wiele cierpienia. Mówi też, iż pochwala taką urodę. Generałowa odrzuca portret dziewczyny i rozkazuje wezwać sekretarza. Gdy ów wchodzi, ta pyta go, czy się żeni. Sekretarz zmieszany odpowiada, że nie. Generałowa nakazuje zapamiętać datę, kiedy to Ardalionowicz na jej pytanie odpowiedział „nie”. Po czym kończy wizytę i wychodzi wraz z córkami.
Agłaja prosi księcia, by wpisał się do jej albumu. Prosi o napisanie zdania „Ja w targi się nie wdaję” oraz o datę i podpis. Następnie prosi księcia, aby z nią wyszedł, gdyż chce mu coś dać w dowód sympatii. Gdy tylko wychodzą dziewczyna daje mu liścik, który przesłał jej sekretarz i prosi Lwa, by go przeczytał. W liście sekretarz pisze, iż jeśli powie tylko słowo, to zerwie znajomość z Filipowną. Nie musi mu dawać nadziei, ale jej słowo jest dla niego bardzo ważne. Dziewczyna jest oburzona liścikiem, twierdzi, że wprawdzie sekretarz pisze, że do niczego ją to nie zobowiązuje, a jednak chce mieć wszystko na piśmie, gdyż jest bardzo interesowny. Nie chce zerwać znajomości bez gwarancji zainteresowania Agłai, gdyż szkoda mu pieniędzy, jakie by mu przypadły z posagu dziewczyny. Agłaja prosi księcia, by oddał list Gawrile Ardalionowiczowi z powrotem, a brak odpowiedzi z jej strony, będzie najoczywistszą odpowiedzią, jaką może mu ona dać.
Gania jest oburzony, zarzuca Myszkinowi kłamstwo. Twierdzi, iż musiał powtórzyć generałowej całą poranną rozmowę, bo inaczej ta, nie mogłaby wiedzieć o zamiarach Gani i nie mogłaby zrobić aluzji o małżeństwie. Kolejny raz wyzywa księcia od idiotów. Książę spokojnie wysłuchuje całej tyrady Gani, po czym mówi:
„Powinienem panu zwrócić uwagę /…/ że z powodu bardzo złego stanu zdrowia rzeczywiście byłem kiedyś podobny do idioty, teraz jednak jestem już od dawna zdrów i dlatego jest mi trochę nieprzyjemnie, kiedy ktoś nazywa mnie idiotą/…/Właśnie stoimy na skrzyżowaniu. W związku z tym, czy nie lepiej będzie, jeśli każdy z nas pójdzie w swoją stronę? /…/”
Gania przeprasza księcia, który szybko daje się obłaskawić, po czym idą do domu Gani, gdzie książę ma wynająć pokój. Gania jednak nie jest przekonany o dobrych intencjach księcia. Gdy idą drogą Gania myśli:
„Nie, teraz go nie wolno wypuścić /…/Ten oszust wszystko ze mnie wyciągnął, a potem nagle zdjął maskę … To coś znaczy. Zobaczymy co! Wszystko się wyjaśni, wszystko, wszystko! Jeszcze dzisiaj!”
VIII
Myszkin z Ganią docierają do mieszkania sekretarza. Jest ono zbyt duże, by Gania był w stanie utrzymać za swoją urzędniczą pensję i mieszkanie i swoją liczną rodzinę ,toteż mimo prostestów Gawrily, dwa pokoje zostały odnajęte protegowanym lokatorom. Dla Gani jest to jednak potwarz, gdyż kryguje się on na człowieka zamożnego.
Część mieszkania zajmowana przez rodzinę Gani nie jest duża, zaś jego rodzina liczna. Gania ma dorosłą siostrę Wawrę Ardalionownę, trzynastoletniego brata Kolę, matkę Ninę Aleksandrownę oraz ojca generała Iwogina Ardalionowicza.
Jeden z pokoi rodzina wynajęła niejakiemu Ferdyszczence, który, jak sam informuje Myszkina, często pożycza pieniądze lecz raczej ich nie oddaje i, który nie zamierza też płacić rodzinie Gani za wynajmowany pokój.
Książę ma okazję rozmawiać z ojcem Gani, generałem Iwoginem. Twierdzi on, iż znał jego ojca Nikołaja Lwowicza (mówiąc o ojcu księcia przekręca jednak jego imię, twierdząc iż, nazywał się Nikołaj Pietrowicz. W historii, jaką opowiada o ojcu Myszkina, jest wiele elementów, które nie zgadzają się z tym, co wie on o swojej rodzinie od Nikołaja Andrejewicza Pawliszczewa.
Generał Iwogin twierdzi, iż w młodości kochał się w matce księcia i o mały włos nie pozabijaliby się o nią z Nikołajem Lwowiczem. Twierdzi też, że jego ojciec na krótko przed śmiercią został przeniesiony z Jelizawietgradu do Tweru i, że nie zmarł na rozprawie sądowej, lecz w szpitalu. Jest też przekonany, iż matka księcia zmarła nie na przeziębienie, lecz z tęsknoty za ojcem Lwa Nikołajewicza.
Generał mówi, iż sprawa, która toczyła się przeciwko ojcu Myszkina zakończyłaby się z pewnością jego uniewinnieniem, lecz przerwała ją jego śmierć i zakończyła się bez jakiegokolwiek wyroku. W sprawie chodziło o pewnego szeregowego o nazwisku Kołpakow. Ów Kołpakow ukradł buty swojego kolegi i następnie je przepił. Za tę niesubordynację został ukarany przez ojca Myszkina, jednak ten umiera po kwadransie w lochu. Został więc pochowany, jak należy, z honorami wojskowymi i wykreślony z listy żołnierzy. Ku powszechnemu zdziwieniu pół roku później był widziany na defiladzie. Wielu świadków potwierdzało z całą pewnością tożsamość Kołpakowa.
Generał Iwogin informuje Myszkina o małżeństwie, jakie jego syn chce zawrzeć z Nastazją Filipowną, która to cieszy się dwuznaczną sławą i którego to małżeństwa nie popiera rodzina Gani.
Myszkin został poproszony do salonu, do Niny Aleksandrowny. Po chwili rozmowy do pokoju weszła Wawra z portretem Nastii. Powiedziała ona matce, iż Ptycyn (przyjaciel rodziny) powiedział jej, iż dzisiejszego wieczoru Nastia ma podjąć ostateczną decyzję w sprawie małżeństwa z Ganią, a tymczasem podarowała mu swój portret. Zarówno matka, jak i córka są tą wiadomością bardzo poruszone. Na tę scenę wchodzi Gania wraz z Pticynem. Gania widząc portret Filipowny, po raz trzeci wyzywa księcia od idiotów. Prosił go on bowiem chwilę wcześniej, by nie wspominał o dzisiejszej rozmowie ani o portrecie jego rodzinie, gdyż sytuacja w domu jest już i tak napięta. Książę obiecał mu, że nie piśnie ani słówka. Książę próbował się bronić, że nie jest winien, lecz Gania nie chciał mu wierzyć, aż w końcu sam Pticyn przyznał, iż sprawcą całego zamieszania jest on sam, lecz Gania był tak rozwścieczony, że nie uznał za stosowne przeproszenie księcia.
Dyskusja wkrótce przerodziła się kłótnię rodzinną. Wawra stwierdziła, iż jeśli Nastazja zamieszka w ich domu, to ona się wyprowadzi. Gania poradził siostrze by wyprowadziła się już dziś. Książę Myszkin postanowił opuścić salon, by nie uczestniczyć w dalszej rozmowie. Gania widząc wychodzącego księcia obraził go raz kolejny i tym samym dał upust swoim emocjom.
Książę chciał udać się do swojego pokoju, gdy usłyszał, że ktoś dzwoni do drzwi, tyle tylko, że dzwonka prawie nie słychać, gdyż jest uszkodzony. Książę postanowił otworzyć drzwi. Gdy to zrobił, jego oczom ukazała się Nastazja Filipowna. Księcia zamurowało, a Nastazja wziąwszy go za lokaja, zaczęła mu wymyślać. Najpierw oberwało mu się za uszkodzony dzwonek, później za futro, które rzuciła za siebie, a którego książę nie złapał. Następnie kazała mu się zaanonsować. Zmieszany książę ruszył z futrem na ręku w stronę salonu. Wtedy kolejny raz Nastazja zbeształa księcia za kompletne nieudacznictwo. Następnie wyzwała go od idiotów i zapytała kogo zaanonsuje. Książę odpowiedział, że Nastazję Filipownę. Gdy wszedł do salonu kłótnia rozgorzała już na dobre. W kulminacyjnym momencie rodzinnej scysji, książę obwieścił przybycie Nastazji Filipowny Baraszkow.
IX
Na słowa księcia wszyscy oniemieli. Po chwili w salonie pojawiła się sama Nastazja Filipowna. Gani było bardzo niezręcznie. Zaczął przedstawiać Nastazję niezgodnie z etykietką. Filipowna także czuła się nieswojo, co chciała ukryć głośnym śmiechem. W końcu usiadła, bez zaproszenia, na kanapie. Zadawała też niezręczne pytania o lokatorów.
Gania strasznie pobladł ze strachu. Zauważył to książę, który chciał podać mu wody, co oczywiście wywołało złość sekretarza, lecz w porę opamiętał się i przedstawił księcia pannie Baraszkow. Ktoś szepnął słówko „idiota”, które doszło do uszu księcia.
Wreszcie do salonu wszedł generał Iwogin. Gania nie wiedział jak się zachować i co zrobić w tej niezręcznej sytuacji, nawet matka i siostra Gani, próbowały pod byle pretekstem wyprowadzić Ardaliona Aleksandrowicza z pokoju, jednak bezskutecznie. Ardalion wdał się już w dyskusję z Nastazją i rozpoczął opowiadać jedną ze swoich, niekoniecznie prawdziwych, historyjek.
Opowiedział jej, jak to zerwał kontakty ze swoim przyjacielem generałem Jepanczynem, po tym wyrzucił przez okno pociągu Biełkońskiej psa księżnej. Stary Iwogin jechał w pewnych sprawach pociągiem i palił cygaro. Jedna z kobiet siedzących naprzeciwko, ubrana w niebieską suknię i mówiąca po angielsku, bez słowa wstała i wyrzuciła cygaro przez okno, wówczas Iwogin zrobił to samo z małym bolończykiem, którego kobieta trzymała na kolanach. Jak się potem okazało, kobieta w niebieskiej sukni była guwernantką jednej z księżniczek Białkońskich, a dama która właśnie siedziała obok niej w pociągu, była najstarszą z nich. Później Iwogin starał się przeprosić księżną, jednak bezskutecznie. Natomiast generał Jepanczyn obraził się wraz z rodziną za jego czyn, gdyż był w bliskich stosunkach z rodziną księżnej.
Nastazja Filipowna jest bardzo zdziwiona, gdyż taką samą historię czytała tydzień temu w gazecie. Zgadzają się wszystkie detale – nawet kolor sukni. Sytuacja jest bardzo niezręczna, jednak generał nie traci rezonu i mówi, iż to całkiem możliwe, jednak jemu ta historia zdarzyła się dwa lata temu.
Napiętą sytuację przerywa głośny dzwonek, który ktoś nacisnął z taką siłą, że ten mało się nie urwał. Kola pobiegł otworzyć drzwi.
X
W drzwiach stała cała gromadka ludzi, a na jej czele stał Rogożyn z Lebiediewem. Gania udawał, że nie poznaje Rogożyna, ten jednak przypomniał, iż grali razem w karty i Rogożyn przegrał wówczas dość dużą sumę pieniędzy.
Rogożyn jest zdziwiony, że spotyka u Gani Nastazję Filipowną i księcia Myszkina. Myszkina ponownie zaprasza do siebie, natomiast Nastię pyta, czy to prawda, że ta wychodzi za Ardalionowicza. Nastazja zaprzecza. Rogożyn rzuca na stół coraz to większą sumę pieniędzy, prosi nawet Pticyna (znanego z pożyczania pieniędzy na procent na krótki czas) o pożyczkę do wieczora. Pticyn jednak odmawia, twierdząc, iż ten jest pijany i nie wie co mówi. Parfion zarzuca Gani, iż tego można kupić za niewielką sumę pieniędzy i jeżeli tylko zechce to kupi go razem z jego domem, bo go na to stać. W pokoju wywiązuje się zagorzała dyskusja, do której wtrąca się siostra Gani obrażając jednocześnie Nastazję Filipowną. Powoduje to wściekłość u Gani, który nakazuje siostrze przeprosić pannę Baraszkow, gdy ta odmawia, Gania traci zdrowy rozsądek i chce uderzyć siostrę, jednak jego rękę powstrzymuje nieoczekiwanie książę. Gania jak zwykle wyżywa się na księciu, który mówi, iż lepiej będzie jeśli jego uderzy. Po czym odchodzi do kąta, zakrywa twarz i mówi, iż Gania będzie się bardzo wstydził tego, co zrobił. Wszyscy stają po stronie księcia.
Rogożyn ze swoją świtą wychodza. Nastazja Filipowna, jak zwykle ma na twarzy swój drwiący uśmieszek, jednak książę zauważa, iż naprawdę nie jest taka. Nastazja zaczyna się zastanawiać (nie po raz pierwszy, gdzie widziała twarz księcia). Wychodzi, lecz prędko wraca się, całuje rękę matki Gani i mówi, iż książę miał rację, bo ona naprawdę nie jest taka. Wychodząc przypomina jeszcze Ardalionowiczowi, by przyszedł koniecznie dzisiaj wieczorem na jej urodziny, bo wtedy podejmie ona ostateczną decyzję, co do ślubu i wszystko się wyjaśni.
XI
Po zajściu z Ganią, książę udaje się do swojego pokoju. Przychodzi do niego Kola, który już zaczyna lubić księcia i rozmawiają o rodzinnych problemach Iwoginów oraz o lekturze, którą właśnie czyta Kola. Po chwili do pokoju wchodzi siotra Gani, Wawra, która chce podziękować mu za...
Uzyskaj pełny dostęp!
Wysyłając SMS otrzymasz nieograniczony
dostęp do całego tekstu oraz wszystkich opracowań lektur dostępnych na stronie Streszczenia.pl
dostęp do całego tekstu oraz wszystkich opracowań lektur dostępnych na stronie Streszczenia.pl
Wyślij SMS o treści: koddtekst na numer: 73480
Otrzymany kod wpisz w pole poniżej:
Otrzymany kod wpisz w pole poniżej:
Dostęp jest ważny przez 7 dni. Koszt SMS'a to tylko 3zł + VAT
